logo

Sigma 24-70 2.8 Art FE

Darek, mam coś, co Cię zainteresuje…, słyszę w słuchawce telefonu. Nie macie nic, co by mnie zainteresowało. Wszystko już mam, wszystko już widziałem. Głos w słuchawce nie daje za wygraną: …nowe 24-70 2.8 natywne pod Sony FE…

OK zaraz będę – wycedziłem.

Wizyta w Sigma Procentrum wyglądała tak: Siema, gdzie sprzęt? Leży tu. Ok biorę, naaarka! ale haaaloo… Niestety, został już po mnie tyko wiaaaaaaatr.

Tak oto wpadł mi w ręce najnowszy Art pana Yamaki: Sigma 24-70 2.8 Art FE. Zawodowy jasny zoom, jeden z elementów tzw. Holy Trinity, czyli zestaw trzech obiektywów 14-24, 24-70 i 70-200 o świetle 2.8. Ta trójka z powodzeniem pokryje 90% zachcianek fotografów.

24-70 2.8? Phiiii, też mi coś, ktoś powie, tych modeli jest jak mrówków…

No i będzie miał rację. Jest jednak coś, co wyróżnia go na tle innych tego typu szkieł.

Sprzęt testuję w realnych sytuacjach z punktu widzenia fotografa a nie na tablicach testowych. Wszystkie pokazane tu zdjęcia są mojego autorstwa. Obiektyw testowany jest z założoną osłoną przeciwsłoneczną i zadanym profilem w LR.

Uprasza się o powiększanie zdjęć, podglądy są w mniejszym rozmiarze tak, aby szybciej ładowała się strona.

Budowa

Mały i lekki. To nie żart. Szkło waży 800 g. Sigma przyzwyczaiła nas do rewelacyjnej optyki okupionej często wagą i wielkością. W tym przypadku jest inaczej. To szkło jest mniejsze i lżejsze od Sony 24-70 2.8 GM, o odpowiednikach lustrzankowych nie wspomnę.

Mało? to jeszcze dodam, że budowa to nie plastik-fantastik, jak w Soniaczu i Nikkorze 24-70 2.8 S na Zetki, ale pełny magnezowy stop.

 

 

 

Na dodatek wszystko jest idealnie spasowane. Takiej jakości budowy mogą pozazdrościć „wielcy” od sprzętu foto: Sony, Nikon, Canon. Którzy za swoje plastiki żądają worek pieniędzy, nie dając nic więcej.

19 elementów w 15 grupach. Minimalna odległość ustawienia ostrości to 18 cm, a wielkość filtra to 82 mm. Tak szczerze, to nie będę już pisał o takich szczegółach, fotografowi nie jest to do niczego potrzebne. Nam potrzebne jest info: czy AF działa ok, czy daje ok obrazek ;)

11 listków przysłony! 

Większość obiektywów wyższej klasy ma 9 listków przysłony. 11 baaaardzo rzadko spotykamy, efekt tego to przyjemniejsze rozmycie obiektów znajdujących się poza głębią ostrości. Nikon np. włożył 11 listków do bezlusterkowego manualnego Noct 58 mm 0.95 za 40 kawałków :). No co, technologia kosztuje…

 

 

Obiektyw serii Art, więc mamy tu czarny kolor. Dwa karbowane pierścienie, jeden od ustawiania ostrości (sterownik silnika), drugi od zmiany ogniskowej. Do tego duży przycisk AF jak i standardowy przełącznik zmiany trybu pracy AF/MF.

 

Mamy też blokadę wysuwania tubusa. Gdy jest zablokowany, jest możliwe jego odblokowanie poprzez mocniejszy ruch pierścieniem zoomu. Oooo to jest dobre, nie muszę odblokowywać paluchem, gdy zablokowałem. W Soniaczu niestety tak nie działa, trzeba odblokowwać i zablokować palcem, pierścienia nie ruszy choćby go i koniem ciągnął.

Sam tubus nie wysuwa się nawet jak blokada jest zwolniona.

 

Wysunięty tubus, oczywiście magnezowy, przyjemnie działa pierścień zoomu, nie ma zacięć, płynnie i z dobrym oporem. Dopełnieniem jest nowa osłona na przycisk blokady, znana z nowej serii Art 2.0, niestety łapie paprochy.

 

I jeszcze porównanie do Sony 24-70 2.8 GM: Sony jest plastikowe, cięższe i większe.

 

 

 

Autofocus

 

Szkło jest na bezlusterkowce, więc nie uświadczymy tu problemów z kalibracją, backfocusem czy frontfocusem, które często występują w lustrzankach. Wyciągam z pudełeczka, podpinam i trafia. Szybko (poziom bezlustro) i celnie. Wszystkie funkcje AF-u dostępne w A7 IV R, bo na nim testowałem opisywane szkło, działają bez zastrzeżeń.

Wykrywanie oka, w ruchu, na ptaku, zwierzaku, cytrynie. Co dusza zapragnie!

Zresztą nie ma się co dziwić. Soniacz udostępnił protokoły AF Sigmie to i działa.

Obrazek, Bokeh

Obrazek z tego szkła jest przyjemny i nie mam tutaj zastrzeżeń. Tak naprawdę tego typu szkła od dawna produkują bardzo dobry obrazek, wszystko zależy już tylko od kadru i postprodukcji, więc nie będę tu lał wody.

Bokeh, czyli: miękkie rozmycie wyodrębnia z tła główny motyw fotografii, nie odwracając od niego uwagi niepotrzebnymi szczegółami. Polega ono na tym, że motyw zdjęcia znajduje się w strefie głębi ostrości i zostaje odwzorowany ostro, zaś oddalone tło obrazu pozostaje poza strefą głębi ostrości i następuje jego rozmycie.

 

Umówmy się, nie jest to 1.2 czy 1.4, więc nie spodziewajmy się tutaj bokehu tej klasy, ale… jako że mamy 11 listków przysłony i 70 mm, jest on miękki i nie agresywny. Czyli pasuje.

 

 

 

 

Winieta, Zniekształcenia

Bez profilu Sigma winietuje na 2.8 i łapie zniekształcenia beczkowate na 24 mm. Podobnie zachowuje się Sony GM.

Sigma:

Pozostawiając korekcję zniekształceń i redukcję winietowania przetwarzaniu obrazu przez aparat, zyskaliśmy więcej swobody w naszej konstrukcji optycznej i mogliśmy skupić się na wyższej skuteczności innych poprawek.

Dzięki tym innowacjom Sigma 24-70 2.8 Art FE znacznie poprawiła swoją wydajność optyczną w porównaniu ze starszymi modelami dla lustrzanek, jednocześnie osiągając niewielkie rozmiary dla standardowego obiektywu zmiennoogniskowego.

link do opisu.

Tak grzmi szef konstruktorów Sigmy. Ciekawe prawda? Ja się dopiero teraz dowiedziałem, bo tak po cichu Wam powiem, że ja kompletnie tego nie zauważyłem (winiety, zniekształceń), bo importuję wszystkie zdjęcia z włączonym profilem danego szkła.

I jeśli wtedy widzę, że coś nie tak, to opisuję. Tutaj wszystko jest OK, ale mam przypadki np. Nikkorów 1.4 G: 24, 35, 85, gdzie aberracje są tak potężne, że nawet profil nic nie daje…

Pamiętajcie, patrzę jako fotograf. Osłona przeciwsłoneczna założona, silnik AF – ON, profil…

A7 bez problemu czyta profil i jeśli macie włączoną korekcję w menu nawet nie zauważycie tego.

Kompensacja obiektywu, Sony A7 IV R

 

Ci co mają ją wyłączoną, mogą skorzystać z profilu LR. Ja tak robię i mam przy imporcie zdjęć włączone to domyślnie.

 

Bez profilu Sony 24-70 2.8 GM wykrzywił mi kolumny i walnął w pysk winietą.

 

Podobnie jest w Sigmie 24-70 2.8 Art FE. Chcemy, aby było małe i lekkie i przy tym zachowało świetną optykę?, włącz profil.

Tak wygląda teraz projektowanie szkieł na bezlustra. Czy to dobrze czy źle? Jeśli dostaję produkt, który jest mniejszy i lżejszy BEZ UTRATY OSTROŚCI, BOKEHU, a muszę zaznaczyć profil, to jak najbardziej OK.

Chociaż, pssst, ja wolę ciężkie i duże szkła… booo lubię :)

 

 

 

Użytkowanie

24-70 2.8 Art FE użytkowałem z Sony A7 IV R. Zero problemów. AF działał OK, poziom oczywiście bezlusterka. Robiłem sesje i używałem na wycieczkach. To szkło na spacer, jest lekkie i nieduże. W połączeniu z drugim obiektywem: 14-24 2.8 FE, kombo idealne. Dajcie jeszcze 70-200 2.8…

 

Chodziłem kilka godzin po Wieliczce, Krakowie, Lublinie, Warszawie z A7 IV R + 14-24 2.8 Art FE i 24-70 2.8 Art FE. Tak małe i lekkie są te „pierdziawki”, że nie czułem kompletnie wagi.

Minusem tego jest to, że nikt nie zaczepia i pyta co to za aparat, małe to wszystko takie jakieś. Wyglądamy jak typowy turysta… Jak focę takim 3 kg. Nikkorem 200 2 to od razu każdy patrzy…podchodzi, zapytuje i przyjemniej się robi…

 

 

 

Konkurencja

 

Porównajmy z Sony 24-70 2.8 GM. Klasycznie, pojedynek na rogi i środek. Obydwa szkła na 2.8.

24 mm, róg. Sony minimalnie wygrywa. Pełna wielkość.

 

70 mm, róg. Sigma wygrywa, ale jaak. Pełna wielkość.

 

24 mm, środek. Remis dam. Pełna wielkość.

 

70 mm, środek. Sigma wygrywa. Pełna wielkość.

Dla kogo?

24-70 2.8 to standard w reporterce, wraz z 14-24 i 70-200. Sam używam jeśli nie mam czasu na zmianę stałek. Dla wszystkich, którzy potrzebują zmiennoogniskowego 2.8.

Doskonale sprawdzi się w studiu, możemy „odchudzić” modelkę na szerokim kącie lub dać portretówkę bez zmiany obiektywów.

Gdy ludzie pytają jakie szkło kupić na początek drogi z fotografią, od razu odpowiadam: 24-70 2.8, zrobicie tym praktycznie większość zleceń. Sesje, reportaż, wnętrza, krajobraz. Nie ma tutaj ograniczeń.

Myślę, że zainteresują się też tym szkłem filmowcy, bo jest nieduże, lekkie i razem z A7 ładnie wpasują się na gimbala.

 

 

Pisałem o „Holy Trinity” (3 topowe zoomy o świetle 2,8 pokrywające zakres od 14 do 200 mm), teraz zobaczcie jak wygląda to w praktyce na przykładzie Gali MTV którą fotografowałem właśnie tą trójką.

Pierwsze zdjęcie od lewej zrobione na szerokim kącie czyli 14 mm, pokazuje ogrom imprezy, zdjęcie poniżej zrobione 24-70 pozwala na optymalne przedstawienie uczestników gali, zdjęcie po prawej zrobione 70-200 pozwala zbliżyć się do postaci i ją uwypuklić. Światło 2.8 jest tutaj niezbędne, bo nie można używać lampy.

 

Podsumowanie

Sigma 24-70 2.8 Art FE to nowa droga rozpoczęta przez 14-24 2.8 Art FE. Lekkich, niedużych, zawodowych szkieł. Szkieł, które z powodzeniem może użytkować pan Kowalski, zwłaszcza, że kosztuje połowę tego co Soniacz 24-70 2.8 GM i jest od niego lepszy.

Spokojnie można tego Arta zabrać na wycieczkę, na spacer. Niektórzy twierdzą, że na spacer zabiera się przysłony 4 i mniejsze. I tak i nie. Owszem, do krajobrazu, planów ogólnych ok. Ale jeśli chcemy czegoś więcej niż foto jak z telefonu, przydałoby się 2.8, aby odseparować z tła coś, na czym nam zależy.

Pamiętajcie też, że pod wieczór przysłona mniejsza od 2.8 wymagać będzie podnoszenia ISO.

 

To szkło plus nowy 14-24 2.8 Art FE ciągnie do systemu Sony. Ze względu na wymiary, wagę i dobrą optykę. Do tego mamy świetną 35 1.2 Art FE. Jeśli Sigma dołoży 70-200 2.8 Art FE, które jest zapowiedziane już na 100%, jeśli wyjdą 28, 50, 85 o świetle 1.2, bo coś też przebąkują…

Ale do rzeczy: Sigma 24-70 2.8 Art FE kosztuje niecałe 5 tyś. Ma lepszą budowę, mniejsza wagę i wielkość, lepszą optykę od konkurencyjnego Sony 24-70 2.8 GM, który kosztuje 9 tyś… tyle trzeba zapłacić za plastik-fantastik.

Teraz poproszę to szkło, wraz z 14-24 2.8 Art FE i 35 1.2 Art FE na Nikona Z panie Yamaki, a obiecuję nie będę przeklinał…

Ocena

Sigma 24-70 2.8 Art FE, daję ci 4 punkty w mojej 5 stopniowej skali. 1 punkt zabieram bo nie ma tego na Nikona, hhhehe. Żartuję, 5 zarezerwowałem takiemu przypadkowi jak Sigma 40 1.4 Art.

Dla porównania, plastik-fantastik, Sony 24-70 2.8 GM łapie 3 punkty.

W skrócie: Ta Sigma to najlepsze 24-70 2.8 natywne dostępne pod Soniacza.

Dziękuję za uwagę. 

 

 

+ Na plus:

  • mały i lekki
  • przyjemne rozmycia obiektów nieostrych na 70 mm (bokeh)
  • bardzo dobra ostrość już od pełnej przysłony
  • cichy i celny AF
  • uszczelniona obudowa
  • powłoki hydro i oleofobowe
  • obiektyw konfigurowalny z poziomu USB Dock
  • 11 listków przysłony
  • krótka odległość fokusowania
  • budowa, made in Japan
  • cena, za te parametry
  • 3 lata gwarancji pl dystrybutora z możliwością przedłużenia do 5 lat

– Na minus:

  • dostępna tylko pod Sony i bagnet L

Przykładowe zdjęcia

Zdjęcia testowe w lepszej jakości na Flickr

 

Podziękowania

Serdecznie dziękuję Sigmie Procentrum za wypożyczenie do testów 24-70 2.8 Art FE

 

A sklepowi Interfoto – ślę ukłony za wypożyczenie dwóch sztuk Sony 24-70 2.8 GM
(coby nikt się nie przyczepił że walniętą sztukę miałem przy teście ostrości, ha, mam was!)

 

W ostatnim czasie, po moich recenzjach obiektywów, dostałem mnóstwo zapytań, co wybrać, co sprawdzi się lepiej, itp. Niestety nie zawsze mam czas odpowiadać na wszystkie zapytania, dlatego postanowiłem stworzyć Pojedynek.

Pojedynek

Pojedynek – to szybkie porównanie obiektywów i aparatów dostępnych pod Nikona, ich budowy, użytkowania i obrazowania. Bez zbędnego owijania w bawełnę. Zapraszam do czytania.