logo

Sigma 20-60 DG Contemporary

Sigma 20-60 Contemporary - Test i recenzja

 

Kolejne szkło ze stajni Sigmy? No ileż można. Kazuto-san nie zwalnia tempa i tym razem jest to malutkie toto:

 

Sigma 20-60 2.8-4 DG Contemporary

 

 

Spis treści

  1. Wstęp
  2. Budowa
  3. Obrazek, Bokeh, Ostrość
  4. Autofocus
  5. Zakres
  6. Użytkowanie
  7. Dla kogo?
  8. Podsumowanie
  9. Ocena
  10. Przykładowe zdjęcia

 

Sprzęt testuję w realnych sytuacjach z punktu widzenia fotografa, a nie na tablicach testowych. Wszystkie pokazane tu zdjęcia i filmy są mojego autorstwa.

Obiektyw testowany jest z założoną osłoną przeciwsłoneczną i zadanym profilem.

Uprasza się o powiększanie zdjęć, podglądy są w mniejszym rozmiarze tak, aby szybciej ładowała się strona.

Wstęp

Dopiero co maglowałem Sigmę 85 1.2 – optycznego potwora, dla którego można stracić głowę – a teraz czas na przerywnik w postaci małej pierdółki. Małej? W sumie tak. Pierdółki? niekoniecznie. To już czwarte szkło wypuszczone przez Sigmę w tym roku. Trzeba przyznać, że mają rozmach…

Nikon w tym samym czasie wypluł – całe jedno, hhhehhe. No ale to korpo, więc do tempa ekipy Kazuto-sana nie mają startu. Co ciekawe – uwaga, bo to będzie hit sezonu – cały test poleci na moim ukochanym Nikonie Zf (no A1II załapał się też na chwilę). Co w tym zaskakującego? A no to, że Sigma 20–60 C jest dostępna tylko pod bagnet Sony E i L-mount. Tak, tak. Będę używał jednego z moich siedmiu megadapów pro+…

A żeby było prościej, przezwę ją berbeć.

 

 

 

 

Budowa

Gdzieś mi świta, że miałem już w łapie taką podobnie małą pierdółkę, aaah, to była Sigma 20–200 C. Też niezłe ziółko – oczywiście w jak najbardziej pozytywnym odczuciu. No więc Sigma 20–60 C to podobny styl, tylko jeszcze mniejsza. Seria Contemporary, więc nastawiona na lekkość, uniwersalność i kompaktowość.

 

 

Obudowa jest do bólu prosta. Mamy dwa pierścienie, jeden do zmiany ogniskowej, a drugi do zmiany, np. przysłony. Pierścień zmiany ogniskowej ma karbowaną gumę, przyjemną w dotyku, a stawiany przez niego opór jest po prostu w punkt. Zgrzytów nie stwierdzono. Do tego osłona przeciwsłoneczna na zatrzask z gumowym pierścieniem iiii to tyle. Nic więcej na obudowie nie ma, no, poza napisami ofkors i srebrnym logo C.

 

 

Sigma 30-60 C szczyci się światłem od 2.8 do 4. Przysłona 3 wchodzi już na zakresie 22 mm, a pozostałe idą sobie tak: 2.8 – w zakresie od 20 do 22 mm, 3.2 – w zakresie od 23 do 28 mm, 3.5 – w zakresie od 29 do 37 mm, 4.0 – od 38 do 60 mm (jasność f/4 osiągana jest wcześnie i utrzymuje się do końca zakresu).

Konstrukcja jest odporna na kurz i zachlapania, posiada uszczelnienia i powłoki oleofobowe na przedniej soczewce.

 

 

Technikalia: Berbeć waży 375 g, posiada 15 elementów w 13 grupach (w tym 3 soczewki SLD i 3 asferyczne), 9-listkową przysłonę, szybki napęd AF HLA, minimalną odległość ostrzenia od ok. 15,8 cm ze skalą makro 1:2.3, średnicę filtra 67 mm oraz redukcję efektu „focus breathing”.

 

 

I jeszcze rzut oka na cały zestawik.

 

 

 

 

 

Obrazek, Bokeh, Ostrość

Jak na takie maleństwo to obrazek całkiem, całkiem, Wam powiem. Niby zakres nie „plastyczny”, bo 20–60 mm, a tu proszę: wystarczy odrobina fotograficznego skilla i voilà – łapiemy bardzo plastyczne kadry. Plastyczne w sensie: nietelefoniczne. To oczywiście zasługa też światła i bliskiej odległości ostrzenia, a przez skromność wspomnę, że fotografa też.

 

 

Zwróćcie uwagę, co się dzieje z plastyką jeśli szkło potrafi ostrzyć z bliska. Zrobiłem zdjęcia na 20 mm i 60 mm w obu przypadkach na minimalną odległość gdzie łapał AF. Tam gdzie potrzeba mamy ostro, ale w tle łapiemy miękkie, w pełni organiczne rozmycie tła, tworzące łagodne i płynne przejścia tonalne, naturalnie potęgując głębię trójwymiarową.

 

 

Zadziwiające, jak może dużo w plastyce zdziałać minimalna odległość ostrzenia. Ten mały berbeć 20-60 nie ma się czego wstydzić, to wygląda jak jasna stałka.

 

 

20-60 świetnie trzyma kontrast i jest żyleta w centrum. Jeśli chodzi o szersze kadry, na brzegach pojawia się spadek rozdzielczości, ale przymknięcie do wartości typowo krajobrazowych – czyli np. 4 – poprawia te rogi i sprawia, że kadr staje się równy na całej powierzchni. Cudów nie ma, fizyki nie oszukamy przy tak małych gabarytach. Do pejzaży czy architektury i tak przymykamy przysłonę i mamy ostrość od brzegu do brzegu.

 

 

Spoko bardzo ten obrazek z tego 20-60 Contemporary – krde, ilekroć wymawiam tę nazwę, plącze mi się język. Jest plastyka, jest ostrość kiedy potrzeba, no i bardzo przyjemny, trzykrotny zoom.

Poniżej wszystkie kadry zrobione na 20 mm, widać zależność rozmycia od odległości od obiektu. Ostatnie foto to już praktycznie wcisnąłem kozie w nos to 20-60, znaczy odwrotnie ona mi.

 

 

Warto dodać, że zaskakująco dobrze radzi sobie w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Obiektyw skutecznie opiera się flarom i blikom, a focąc pod słońce kontrast nie ulatuje w siną dal. Łapiemy troszkę aberracji przy highlitsach ale nie jest to powód do wszczynania wojny. Jak na malucha – optycznie jest na bardzo dobrym poziomie. Krde niesamowite jak technologia poszła do przodu.

 

 

 

 

Autofocus

W berbeciu 20-60 siedzi sobie maciupki silnik linowy HLA. Zważywszy na to, że podpiąłem 20-60 pod Nikona Zf przez adapter a mimo to działał szybko i sprawnie świadczy o tym, że Japończycy mają mocną technologię tych silników liniowych. Wykrywanie oczu człekokształtnych, jak i wszelkiej maści zwierzaków czy ptactwa działa, bo w sumie czemu nie miałoby, skoro to jest działka aparatu nie szkła.

 

 

Tę szybkość mocno widać na Sony A1 II – wiadomo, w końcu to natywne połączenie, a do tego Nikon Zf ma jednak wolniejszy AF od flagowca Sony. Na meczu nożnej, nie miałem problemu ze złapaniem ostrego piłkarza. AF działał sprawnie nawet w tak ciężkich warunkach, jak poniżej.

 

 

Spokojnie, to był żart, z tą piłką. Generalnie, autofocus berbeć ma git, nawet jak założyłem filtr ND aby wydłużyć czas w dzień, AF nie pompował, choć matryca łapała już sporą ciemnicę. Generalnie liniowce to szybkie skurczybyki, czuć tę różnicę miedzy wolnymi krokowcami i zdało by się aby to był standard wszędzie.

 

 

 

Zakres

Otwórzmy okno, zaczerpnijmy powietrza i pogadajmy o tych wszystkich milimetrach. Zacznijmy od podziału obiektywów ze względu na ogniskową – złapiemy przy okazji trochę przydatnej wiedzy.

 

 

1. Obiektywy ultra szerokokątne, zakres: 8 – 24 mm
Oferują bardzo szeroki kąt widzenia i mocno perspektywicznie „rozszerzają” przestrzeń. Mogą powodować zniekształcenia brzegów kadru (tzw. efekt rybiego oka przy najkrótszych ogniskowych). Zastosowanie: Krajobraz, architektura, wnętrza, astrofotografia, dynamiczne ujęcia akcji.

2. Obiektywy szerokokątne, zakres: 24 – 35 mm
Naturalniej oddają przestrzeń niż ultra szerokie kąty, ale nadal mieszczą w kadrze dużo otoczenia. Zastosowanie: Reportaż, fotografia uliczna (street photo), krajobraz, vlogging, dokument.

3. Obiektywy standardowe, zakres: 40 – 58 mm
Kąt widzenia odpowiada w przybliżeniu ludzkiemu wzrokowi. Obraz jest pozbawiony zniekształceń perspektywicznych, co daje bardzo naturalny efekt. Zastosowanie: Portret środowiskowy, reportaż, fotografia codzienna (tzw. „spacerówki”), fotografia uliczna i produktowa.

4. Krótkie teleobiektywy / Portretowe, zakres: 60 – 105 mm
Doskonale separują główny obiekt od tła, oferując piękne rozmycie (bokeh). Nie powodują zniekształceń twarzy, dzięki czemu rysy postaci wyglądają najbardziej naturalnie. Często w tym przedziale spotyka się też obiektywy makro. Zastosowanie: Portret, detale, mody, makrofotografia (kwiaty, owady).

5. Teleobiektywy, zakres: 135 – 300 mm
Silnie „przybliżają” odległe obiekty i mocno spłaszczają perspektywę (sprawiają, że plan tła wydaje się blisko głównego bohatera). Zastosowanie: Sport, dzika przyroda (wildlife), portret plenerowy z mocno rozmytym tłem, wydarzenia sceniczne.

6. Super teleobiektywy, zakres: 400 – 600 mm i więcej
Ciężkie, specjalistyczne obiektywy o potężnym powiększeniu, wymagające zazwyczaj stabilnego statywu lub monopodu. Zastosowanie: Profesjonalna fotografia dzikiej przyrody (ptaki, safari), sport ekstremalny, astrofotografia.

 

 

Mając tę wiedzę co dostajemy w praktyce? Sigma 20–60 C to mały berbeć, który sprytnie rozstawia się na styku trzech różnych światów. Zaczynamy od mocnego, pełnoprawnego uderzenia w terytorium ultra szerokokątne (20 mm), idealnego do zgarniania szerokich pejzaży i wnętrz, gdzie przestrzeń oddycha.

 

 

Potem płynnie przechodzimy przez strefę szerokokątną i standardową, by na długim końcu (60 mm) zahaczyć o terytorium krótkich teleobiektywów i portretówek. Oczywiście, to nie jest rasowe tele do podglądania ptaszonów, ale daje naturalne zbliżenie i przyjemną separację obiektu. Jeden mały tubus, a załatwia robotę, do której normalnie musiałbyś targać dwa, a czasem trzy osobne szkła.

 

 

 

 

Użytkowanie

Tak jak pisałem, Sigmę 20–60 C użytkowałem na Nikonie Zf spiętym przez Megadapa Pro+. Powiem Wam – żadnych problemów. Powiem więcej: działa to naprawdę wzorowo. Powiem jeszcze więcej: podoba mi się. Owszem, w wizjerze widać winietkę i zniekształcenia, bo ta cholera Megadap nie czyta profilu obiektywu i nie przepycha go do puszeczki. To w sumie jedyna niedogodność jaką zaobserwowałem w tym mezaliańsie.

 

 

No dobrze, nie będę łgał, troszku pofociłem też na Sony A1 II. Tutaj profilek jest zadawany i all wygląda w wizjerze OK. W terenie ten zestaw znika w rękach. Nie obciąża kręgosłupa, nie krzyczy „patrzcie, idzie zawodowiec”, a pozwala błyskawicznie zareagować na każdą sytuację. Generalnie szybkie i uniwersalne szkło, które w turystyce spacerowej dowozi materiał bez zbędnego marudzenia.

Dla mnie trochę mały, potrafi mi się zgubić po kieszeniach ;)

 

 

Podoba mi się to, jak berbeć radzi sobie ze szczegółami i zbliżeniami, wchodząc na terytorium makro. Wiadomo, to nie jest dedykowany potwór do robali w skali 1:1, ale dzięki sprytnie zaprojektowanej optyce i bliskiemu ostrzeniu pozwala podejść do tematu na wyciągnięcie ręki. Możesz rzucić okiem na fakturę liścia, albo detale staroci i wyciągnąć z kadru zaskakująco ostry detal, który dodaje całej opowieści fajnego, zróżnicowanego smaczku, mimo małej matrycy bo tylko 24 Mpx.

 

 

 

 

Dla kogo?

Uuuaaa! To idealna opcja dla wszystkich, którzy szukają uniwersalności i przede wszystkim lekkości. Dla tych, co spacerują, wycieczkują, albo po prostu dostają szału na myśl o ciągłym przepinaniu szkieł. Ten zakres spokojnie pokrywa 90% codziennych potrzeb, a na dodatek nie mamy tu do czynienia z jakąś mroczną ciemnicą – to całkiem jasne szkło jak na taki gabaryt.

 

 

Na bank skorzystają z niego górnicy – znaczy ci, co chodzą po górach, a nie fedrują pod ziemią, bo w górach zasada jest prosta: im mniej na plecach i im lżej, tym lepiej. To idealny ekwipunek dla wszelkich spacerniaków, wycieczkowiczów i krajobrazowiczów, którzy wolą chłonąć widoki, zamiast targać ze sobą kilogramy żelastwa.

 

 

Nie ukrywam, że tym berbeciem mogą się też zainteresować vlogerzy, jutuberzy i wszelakiej maści content creatorzy, których zresztą serdecznie nie trawię. Wystarczy podpiąć ten obiektyw pod jakieś małe body, wrzucić na lżejszy gimbal, odwrócić aparat na swoją piękną facjatę i można kręcić te wszystkie „siemanko, dzisiaj w odcinku…” bez obawy, że urwie Wam nadgarstek od wagi zestawu.

Nie no, Książula to lubię i paru innych, nie uogolniajmy.

 

 

 

Podsumowanie

Gdy patrzysz na ten mały tubus, myślisz: nudny kitowiec. Nic bardziej mylnego. Sigma 20-60 C to sprytny berbeć o uniwersalnym i zaskakująco jasnym zakresie (2.8-4), który dowodzi, że nie trzeba taszczyć na plecach kilogramów optyki, żeby zrobić świetne zdjęcia.

Ten sprytny rzut ogniskowych pozwala przejść od rozległych, oddychających przestrzeni aż po ciasne, bardziej intymne kadry, dając przy tym trójwymiarową plastykę i zbliżenia ocierające się o makro.

 

 

Szybki silnik HLA radzi sobie bez zająknięcia zarówno na natywnym Sony, jak i w mezaliansie z Nikonem Zf przez adapter. Lekki, poręczny i – co najważniejsze – dowożący świetny materiał, zależny już tylko i wyłącznie od twojego oka.

 

 

 

Ocena

Sigma 20-60 Contemporary to solidne 4,2 na 5 możliwych. Uniwersalny zakres i jasność, przy małej wadze i wielkości.

 

 

 

 

 

 

Przykładowe zdjęcia

 

Zdjęcia testowe w lepszej jakości na Flickr