logo

Sigma 85 1.2 DG Art

Recenzja Sigma 85 1.2 DG Art – portret skrzypaczki | Dariusz Breś

 

Sigma kazała nam na ten słoiczek czekać caaaaałą wieczność, ale jak to mówią: lepiej późno niż wcale. Czapki z głów! powitajmy ten wyjątkowy okaz z podziwem:

 

Sigma 85 1.2 DG Art

 

 

Spis treści

  1. Wstęp
  2. Budowa
  3. Obrazek, Bokeh, Ostrość
  4. Autofocus
  5. Użytkowanie
  6. Konkurencja
  7. Dla kogo?
  8. Podsumowanie
  9. Ocena
  10. Przykładowe zdjęcia

 

Sprzęt testuję w realnych sytuacjach z punktu widzenia fotografa, a nie na tablicach testowych. Wszystkie pokazane tu zdjęcia i filmy są mojego autorstwa.

Obiektyw testowany jest z założoną osłoną przeciwsłoneczną i zadanym profilem.

Uprasza się o powiększanie zdjęć, podglądy są w mniejszym rozmiarze tak, aby szybciej ładowała się strona.

Wstęp

W dzisiejszych pasztetowych czasach rynek zalany jest klasycznymi szkłami i mamy tak ogromny wybór, że o zakupie konkretnego modelu możecie decydować rzucając monetą, bo w sumie wszystko to jeden karabin.

Moim zdaniem producenci powinni stawiać też na obiektywy ekstremalne i nietuzinkowe, bo to one pokazują świat ciut inaczej niż te wszystkie „nudne” klasyki, no może nie nudne, ale oklepane. Sigma potrafi tworzyć takie odloty – wystarczy przytoczyć modele: 14 1.4 Art, 15 1.4 Fisheye, 135 1.4 Art, 200 2 Sports,  300-600 4 Sports. Podobnie Nikon z potężnym Noctem 58 0.95, Sony z zoomami 28-70 2 i 50-150 2 czy Canon z rewolucyjnym 28-70 2.

No i mamy oczywiście też 35 1.2 Art i 50 1.2 Art, a dziś do tej dwójki dołącza 85 1.2 Art – szkło jak najbardziej nietuzinkowe i pierwsze w systemie Sony. Lecimy.

 

 

 

Budowa

Obiektywy z linii Art przyzwyczaiły nas do pancernej i dokładnej budowy, nie inaczej jest w przypadku Sigmy 85 1.2 DG Art. Co znaczy dokładnej? Elementy są idealnie spasowane, brak luzów, a pierścień manualnego ustawiania ostrości pracuje z masełkowatą płynnością. To ten typ wykonania, który sprawia, że samo trzymanie tego słoika w dłoniach i praca z nim stają się czystą przyjemnością.

 

 

Na co dzień używam też szkieł konkurencji i czuć tę różnicę: w innych obiektywach pierścienie bywają luźne, trzeszczą przy przekręcaniu, a materiały są wątpliwej jakości. Oczywiście to tylko narzędzie pracy, ale po prostu przyjemniej się używa coś co nie zachowuje się jak truchło. Pod względem budowy Sigma to referencja, do której inni producenci powinni dążyć.

 

 

Sigma 85 1.2 DG Art to taka 135 1.4 Art ale pomniejszona, no dosłownie toćka w toćkę. Jedyna widoczna różnica leży w powierzchni tubusu: w 135-tce jest matowa, a w 85 1.2 ma połysk. Szczerze mówiąc wolałbym aby też była matowa, ale pal licho, płakać nie będę.

Dobra, mamy tu przyciski wtopione bezpośrednio w obudowę zamiast tradycyjnej wysepki – bardzo dobre rozwiązanie w tego typu szkle, bo nie zaczepiasz przy wyciąganiu z torby. Do tego przełącznik trybu pracy pierścienia przysłony, przełącznik jego blokady, sam pierścień oraz tradycyjny przełącznik AF/MF. Klasyczny layout Sigmy Art. Sercem 85 1.2 są dwa silniki liniowe HLA.

 

 

Zmieniła się osłona przeciwsłoneczna. O ile w innych modelach guma zaczyna się od mniejszej średnicy i rozszerza ku górze, o tyle tutaj szerokość jest stała na całej długości. Podobnie jest w 35 1.4 II, 200 2 czy 135 1.4 – ot, prosta rura, co moim zdaniem prezentuje się nowocześniej.

W kwestii osłony przeciwsłonecznej – super by było wprowadzenie małego okienka z zasłonką. Dzięki temu dałoby się wygodnie kręcić filtrami: polarem albo zmiennym ND-kiem bez ciągłego zsuwania i zakładania osłony. Krde, w sumie wystarczy wprowadzić taką osłonę jako dodatkowe akcesorium oddzielnie kupowane pasujące do wszystkich trzech szkieł 1.2 na rozmiar filtra 82 mm.

 

 

Obiektyw jest uszczelniony, odporny na pył i zachlapania, a przednia soczewka została pokryta powłokami hydrofobowymi i oleofobowymi. Dzięki temu nie musisz się stresować, gdy w terenie złapie Cię deszcz, a czyszczenie tłustych śladów z przedniej soczewki to kwestia przetarcia szmatką.

Ja osobiście mimo zapewnień producenta i tak nie focę w deszczu bez założonej osłony na obiektyw/aparat. Miałem już sytuacje w życiu, że zwyczajnie padał mi sprzęt po deszczu i taka fobia już mi została.

 

 

Podobnie jest z foceniem na plaży bądź zapiaszczonym terenie. Zawsze zakładam ochronę na obiektyw, zwykła reklamówka wystarczy. Chodzi o to, że pył, drobiny piasku unoszą się na wietrze i potrafią wejść pod pierścienie i podczas ich przekręcania będziecie słyszeć zgrzyt. Czyszczenie jest kosztowne – reklamówka kosztuje pisiąt groszy.

 

 

Czyste technikalia: Wewnątrz konstrukcji znajdziemy 17 elementów w 12 grupach, w tym dwa specjalne elementy SLD i 3 asferyki. Dwa silniki liniowe. Minimalna odległość ostrzenia wynosi 84 cm. Skala odwzorowania: 1:8,9. Za plastykę rozmycia odpowiada 13-listkowa przysłona, a średnica filtra to 82 mm. Całość waży 905 gram, a niech mnie!.

Na dzień dzisiejszy czyli lipiec 2026 to najmniejsza i najlżejsza 85 1.2 na rynku. No brawo Kazuto San.

 

 

Podobają mi się aktualne pudełka, w których Sigma sprzedaje swoje szkiełka, mają klimacik. Czuć tu rękę projektanta – to nie jest karton rzucony przez DHL, ale dopracowane opakowanie, które ma budować emocje i dawać poczucie obcowania ze sprzętem z wyższej półki już na etapie wyciągania go ze sklepowego woreczka. Osobiście uwielbiam je odpakowywać, taaki ze mnie schizol…

 

 

Obczajcie to: Każda sztuka wychodząca z fabryki jest indywidualnie testowana optycznie pod względem rozdzielczości. Możecie być więc zupełnie spokojni – to nie koło fortuny i nie trzeba przebierać w sklepie spośród pięciu egzemplarzy, żeby trafić ostry.

 

 

 

Obrazek, Bokeh, Ostrość

Obrazek z Sigmy 85 1.2 ma kopa – plastyka przy 1.2 jest miękka, a przejście ze strefy ostrości w niebyt jest płynne i pozbawione agresji. Sigma postawiła w tym szkle na ekstremalną ostrość w centrum kadru – tak, tak, tak, jest ostro nawet na 1.2, połączoną z trójwymiarowością oraz plastycznym, charakternym tłem na krawędziach. Matko boska ależ długie zdanie mi wyszło.

Jeśli lubicie 1.4, to tutaj dostaniecie jeszcze więcej maślanego rozmycia i ten niepodrabialny, trójwymiarowy pop.

 

 

Nieostrości są gładkie i wyważone, a tło chwilami wygląda jak namalowane pędzlem lub po przejściu cyfrowego retuszu – tyle że tutaj mamy ten maślany efekt bez fotoszopa. Kadry mają szlachetny,  filmowy sznyt, gdzie główny motyw wyskakuje z tła i przyciąga wzrok.

 

 

 

To nie jest płaski obrazek ze smartfona z wygenerowanym programowo, sztucznym rozmyciem. To nie jest też zachowawcza plastyka z zooma 24–70, szanowni państwo. Tam dostajecie poprawne kadry. Tutaj 1.2 bezczelnie odseparowuje główny motyw, zamieniając tło w miękki niebyt – odcinając przeszkadzajki. Dostaliśmy do ręki oręż, który odróżnia zwykłe dokumentowanie wydarzeń od czystej, wizualnej magii.

I nie, ta mgiełka to nie fotoszop ani filtr pro-mist, to dym z ajkosa.

 

 

Sigma 85 1.2 DG Art bardzo dobrze znosi strzały pod słońce, kontrast nie siada mocno. Nie złapałem też odblasków czy innych niepożądanych zniekształceń. Zaraz mi się ktoś doczepi: „Łeeee, to nudny obrazek, bokeh ma być swirly i agresywny!”. Nooo nie, panie kolego. Gdyby to szkło miało tak nachalny charakter, to z automatu mocno ograniczyłbyś jego użyteczność. Praktycznie tylko młode dziewczyny byś tym focił a i tak po 10 kadrach miałbyś dość.

A za portret biznesmena z kręcącym się, odwracającym uwagę tłem dostałbyś kopa w dupę, a nie kasę.

Przy przysłonie 1.2 w kontrastowych miejscach potrafimy złapać trochę aberracji, ale jest ona na tyle śladowa i przewidywalna, że nikt nie będzie z tego powodu rwać włosów z głowy. Podobnie zresztą aberruje Nikkor 85 1.2 S.

 

 

Obrazek bardzo przypomina 135 1.4 Art. Uwielbiam to szkło, ale nie zawsze mam tyle odejścia. Tutaj dostajemy uniwersalne 85 mm i niemal bliźniaczy, malarski charakter oraz brutalną separację. Dostajesz ten sam wyrazisty look, ale w znacznie praktyczniejszej ogniskowej.

 

 

Jak we wszystkich współczesnych szkłach pod bezlusterkowce, zdecydowanie radzę korzystać z profilu. Konstruktorzy celowo odpuścili tu fizyczną korekcję wewnątrz tubusu na rzecz mniejszych gabarytów – bez włączonego profilu złapiemy winietę na 1.2, a na kontrastowych krawędziach wyjdzie delikatna podłużna aberracja chromatyczna.

Klikasz ptaszek w Lightroomie i cyk – temat znika, a dostajesz w zamian obiektyw, który nie waży dwóch kilogramów. Jak dla mnie rozsądny trade-off.

 

 

Generalnie wydaje mi się, że doszliśmy już do obrazowej perfekcji, którą będzie ciężko przebić. Obrazek, plastyka, ostrość w każdym nowym szkle jest na tyle wyżyłowana, że jedyne co pozostaje, to celowe spartolenie obiektywu – np. poprzez zmniejszenie korekty sferycznej, tak aby uzyskać inny rendering tła, bardziej agresywny lub chaotyczny. Tylko że taki look, jak pisałem, wykorzystamy kilka razy i out.

 

 

Autofocus

Sigmę 85 1.2 DG Art napędzają dwa silniki liniowe HLA umieszczone z przodu i z tyłu. To konstrukcja doskonale znana i lubiana przez wszystkich, piszę o HLA, na czele z samymi Japończykami, którzy pakują ten napęd do wszystkiego, co tylko pochodzi z ich górnej półki.

HLA – High-response Linear Actuator: autorski, liniowy silnik autofokusa marki SIGMA. Napędza soczewkę ostrości bezpośrednio, z pominięciem kół zębatych i innych mechanicznych przełożeń. Przekłada się to na cichą, szybką i wyjątkowo precyzyjną pracę systemu AF.

 

 

Jest szybko – szybciej niż chociażby w Nikkorze 85 1.2 S, ale nie tak szybko jak w rakiecie 200 2 Sport. Ewidentnie widać, że Sigma opanowała te liniowce perfekcyjnie – w przeciwieństwie do mojego ukochanego Nikona, który dopiero co zaczął wpychać je do swoich nowych konstrukcji.

 

 

Ażeby dyskutować o szybkości w portretowym szkle? Bóg cię opuścił Daro? AAaa tam, ciiiiicho być!. Po pierwsze trzeba wspomnieć, że Sigma 85 1.2 nie jest ślamazarna jak większość portretówek, a po drugie są takie wariaty, którzy robią reportaż na 1.2 – i ja po prostu chcę mieć coś szybszego, czy to źle?.

Wykrywanie oczu działa git, a punkt AF przykleja się do oka jak rzep do psiego ogona, nawet na tak starym aparacie jak Sony A7RV.

 

 

 

Użytkowanie

Sigmę 85 1.2 DG Art używałem głównie na Sony A7RV, ale wylądowała też na Nikonach Z9 i Zf przez adapter Megadap Pro+. Niezależnie od korpusu, obiektyw leży w dłoni tip top – jest świetnie wyważony, nie ciąży na puszce i nie leci do przodu. Przełączniki i pierścienie pracują należycie, ale absolutną rewelacją jest pierścień manualnego ustawiania ostrości – chodzi z takim gładkim oporem, jakby tam siedziały łożyska olejowe.

Duży plus należy się też za samą ergonomię tubusu: brak odstającej wysepki na przyciski funkcyjne sprawia, że korpus jest gładki i szkło nie zaczepia o nic przy szybkim przepakowywaniu w torbie.

 

 

Przy tak jasnej przysłonie niezbędnikiem w torbie staje się filtr szary (ND). W wideo to oczywistość – bez tego ani rusz. W fotografii nie każdy aparat wyciąga czasy krótsze niż 1/8000, a w słoneczny dzień i to bywa za mało, żeby poprawnie naświetlić klatkę 1.2.

Zwłaszcza że w Sony natywne ISO zaczyna się od 100 (wszystko poniżej to podbicie programowe, które ucina rozpiętość tonalną), a w takiej A9 III najniższe natywne ISO to aż 250. Wybór jest prosty: albo piłujemy migawkę do ekstremalnych wartości, albo nakręcamy dobry filtr ND.

 

 

 

 

Konkurencja

Z wielkich graczy na rynku obecnie tylko Nikon i Canon, no i od dziś Sigma mają w swojej ofercie obiektyw 85 mm ze światłem 1.2 i autofokusem. 3 sztuki na rynku, tak to jest unikatowy obiektyw. Poniżej zestawienie z Nikonem – dla pełnego obrazu dodam tylko, że odpowiednik od Canona waży aż 1195 g, więc przy nim Sigma to niemal waga piórkowa.

 

 

Sigmę 85 podpinałem oczywiście pod  Nikona (Z9 oraz Zf) poprzez Megadapa PRO+. Cały zestaw działa i ostrzy bez najmniejszego problemu, ale jest jeden mały haczyk – adapter nie pozwala zejść do pełnego 1.2. Maksymalne otwarcie, jakie pokazuje puszka, to 1.3.

Co ciekawe, dokładnie takie samo zachowanie z Megadapem wykazuje jeszcze jedno specyficzne szkło – Sigma 28-45 1.8 Art, leci na 1.9 i nie pozwala zejść na 1.8. Czy będzie aktualizacja Megadapa to poprawiająca? Nie sądzę, nie poprawili tego w 28-45 i nie poprawią w 85, tak myślę, aczkolwiek kto wie.

Poniżej parę kadrów z Z9 + Sigma 85 1.2 DG Art

 

 

Przez to, że przez adapter nie da się zejść do 1.2 w Sigmie, bezpośrednie porównanie z Nikkorem mija się z celem – rozumiecie chyba, że zestawianie ze sobą 1.2 i 1.3 po prostu nie ma żadnego sensu i nie będę takiej wiochy robił.

 

 

Jednak patrząc na systemowe starcie, czyli Nikkora 85 1.2 zapiętego na Nikonie Z9 oraz Sigmę 85 1.2 na Sony A7R V – moje wnioski są takie: dostajemy tu generalnie bardzo podobny, topowy obrazek. Nikkor wiecej daje tego maślanego rozmycia i mniej aberruje. Sigma ze względu na mniejszy bagnet szybciej łapie kocie oczy w krążkach rozmycia.

Krde szkoda, że nie idzie na 1.2, to byłaby mega alternatywa na Nikonie. Swoją drogą, ciekawe co tam Japończycy zmienili że nie czyta tego Megadap.

 

 

 

Dla kogo?

Dla kogo nie jest to szkło? Dla ludzi wygodnickich i stawiających na święty spokój – takich, co wolą wrzucić do torby jeden uniwersalny zoom 24–70 i obskoczyć nim wszystko. Zdecydowanie nie odnajdą się tu również ślepe kury, czyli ci, co nie widzą różnicy między smartfonową plastyką, uniwersalnym zoomem a magią 1.2.

 

 

Dla kogo więc powstało? Dla fotografów doskonale świadomych możliwości, jakie daje przysłona 1.2, i potrafiących wycisnąć z niej absolutny maks. I to nie tylko w portrecie czy sesjach artystycznych, ale również w reporterce. Ciemny kościół, ślub, chrzest, komunia – czyli wszędzie tam, gdzie panują podłe warunki oświetleniowe, ale wciąż potrzeba wybitnie plastycznego obrazka.

Fotografowie, którzy posiadają już 35 1.2 i 50 1.2, doskonale wiedzą, z czym to się je – i po prostu dokupią tę 85-tkę bez zbędnego gadania.

 

 

Osobiście trójcę 1.2, czyli 35, 50 i 85 mm – używam nie tylko podczas pozowanych sesji, ale pakuję w reporterkę, np. Pol’and’Rock czy WOŚP. Tak, dobrze przeczytałeś. Jest ciężko, plecy bolą, a torba fotograficzna waży tyle, co małe auto miejskie. Wiem też, że noszenie ze sobą tylu kilogramów szklarni wymaga sporych pokładów masochizmu.

Jednak w momencie, gdy zrzucam materiał na komputer i widzę te kadry, te niedogodności ulatują jak pierd na wietrze. Obrazki generowane przez te szkła po prostu biją na głowę wszystko, co oferują tradycyjne, „bezpieczne” obiektywy ze światłem 2.8. Dostajemy tu niezwykłą plastykę i trójwymiarowość, której próżno szukać w klasycznych konstrukcjach.

 

 

Ktoś w komentarzu pod zdjęciem szklarni, którą spakowałem na Pol’and’Rock, napisał, że przecież jedno szkło by wystarczyło. No jasne, takim 24-70 da się ogarnąć dużo. Jednak jakościowo i pod względem plastyki będzie to obrazek łudząco podobny do tego z cyfrowego aparatu w telefonie, który ma dziś w kieszeni każdy uczestnik festiwalu. A skoro każdy ma to samo, to Twoje kadry niczym się z tego tłumu nie wyróżnią.

 

 

 

Podsumowanie

Sigma 85 1.2 DG Art to bezdyskusyjnie topowa optyka i idealne domknięcie obiektywowej „świętej trójcy” 1.2. Dostajemy tu dokładnie to, za co płaci się w klasie premium, „płaci”, muahaahahha: bezkompromisowe światło, fenomenalną plastykę, czystą ostrość od pełnej dziury oraz pewny, szybki autofocus. A wszystko to zamknięte w pancernej, uszczelnionej, a przy tym poręcznej obudowie, bo przecież szkło waży 900g.

 

 

Co więcej – patrząc na konkurencję – pod względem wyceny to śmiech na sali, w pozytywnym znaczeniu. Swoją drogą, odnoszę wrażenie, że wielcy doją nas na naszej naiwności. Bo jak inaczej wytłumaczyć cenę tej Sigmy 85 1.2 (6500 zł), kiedy zestawimy ją z cenami 85 1.2 Canona czy Nikona? C’mon.

 

 

Po raz kolejny Japończycy pokazali, że potrafią zbudować bezkompromisowe narzędzie pracy. To nie jest kolejny obiektyw na dwa sezony, który wymienisz przy najbliższej premierze. To instrument, który spokojnie może zostać Twoim „dożywotnim” szkłem. Na rynku jest tylko kilka takich konstrukcji – sztuk z przysłoną 1.2 o tak wyrazistym charakterze. Takie obiektywy po prostu się nie starzeją.

 

 

Pytają mnie ludzie, czy 1.2 jest warty ceny. Odpowiadam krótko: TAK. Czekaj! znaczy NIE. Nie będziesz mi konkurencji robił jeden z drugim.

 

 

 

 

 

Ocena

Sigma 85 1.2 DG Art to obiektyw, który kupuje się raz i ma się spokój na dekady – absolutnie dożywotni. Poza tym ja mam świra na punkcie 1.2. Kazuto san! twoje dzieło dostaje 6 w mojej 5 stopniowej skali.

 

 

 

+ Na plus:

  • 1.2
  • ostrość
  • obrazek, plastyka
  • uszczelniona obudowa
  • waga i wielkość
  • powłoki hydrofobowe i oleofobowe
  • pierścień zmiany wartości przysłony (+możliwość jego ustawiania, click, lock)
  • cena – muahahahahahah
  • 2 lata gwarancji PL dystrybutora z możliwością przedłużenia do 5 lat

– Na minus:

  • no kurde nic

Przykładowe zdjęcia

 

Zdjęcia testowe w lepszej jakości na Flickr